• Wpisów:13
  • Średnio co: 174 dni
  • Ostatni wpis:5 lata temu, 01:33
  • Licznik odwiedzin:25 885 / 2437 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Uciekać. Galopować, pędzić, gnać - ale uciekać. Nic tu po mnie.
 

 
Tymczasem, wbrew oczywistościom wszelkich oczywistości, wbrew następstwom wszelkich następstw - zamiast być wziętym tęczą zachwytu... pogrążam się w zadumie. Jakby jeszcze tego było nie dość - w zadumie autoironicznej, zdystansowanej, oddalonej od osoby własnej co najmniej o jednostkę kosmiczną. Jak żyć, Buddo?

I nareszcie wiem, z czym mierzył się Kordian - choć przyznam, że specjalnie mnie to nie cieszy. Działać - czy wciąż się wahać? Mieć pewność sposobu - czy skutków? Wychodzi na to, że nadszedł czas na ryzyko. Nawet bowiem, gdy się nie powiedzie, będę miał satysfakcję z własnych starań, bo póki co - nie mam żadnej. W ostateczności, nie istnieją preferencje miłosne tak nieugięte, żeby pozostawały niewzruszone wobec monstrualnych ilości przyjętego alkoholu. Czasem przychodzi czas na zwierzenia, czasem na swego rodzaju bêtises... Jeszcze ostateczniej, można wziąć przykład z Tomasza Manna, w pewnym wczesnym epizodzie jego życia... Najostateczniej, znów pozostaje alkohol.

Ostatnimi czasy, mam w głowie pewną fatalną czarną dziurę, która ma niesamowitą zdolność skupiającą wobec wszystkiego, co przez uszy do mnie wlatuje; a jeszcze mocniej - jakby złośliwie - pochłania i unicestwia wszystko, czemu z mojego jałowego wnętrza prawie wyjść się uda. Tak wytworzona katastroficzna pulpa kulturalna męczy mnie i dusi jak potworek wujka Leśmiana. O, plugawy złoczyńco, który zanosisz się śmiechem, ciesząc się wewnątrz mnie wszelkimi wygodami - wypierdalaj z Domu Bożego! A mnie, jeśli sposobność, pozwól tworzyć.

(Ciekawe, jak długo jeszcze nie będę pisał nic innego niż tak zwane NIECZYTAKI (^^)? I kiedy lustro przestanie mnie rozumieć?)

Marzenia - ... kogo to obchodzi?

Stan zdrowia: chory na chujwieco (znowu?).

Zdaje się, że żadnej myśli więcej nie wysłowię... Mesdames et messieurs, oto reszta.
 

 
I mogę upierać się, że to żart - i z tej możliwości korzystam. Niedorzeczność zawsze wygląda intrygująco.

Czuję się okrutnie zdeterminowany pogodą - to boli. Zbyt często mówi się u nas o kryzysie.

***

Kici kici, błędna duszo,
zaplątana w ochłap wstrętny,
ci, co nie chcą, też nie muszą,
ważne, by być umiejętnym.

Powstało niechcąco - wyszło żenująco.

***

Już po wszystkim - ale pech chciał, że właśnie ogarnęła mnie amnezja i nie będę opowiadał o przeszłości. W kilku słowach - wyszło, jak przewidywałem. (ZMYSŁ PROFETYCZNY kłania się)

Znajdę wyjście. Wieczni Tułacze nie istnieją. A nowicjuszka twarzoksiążkowa takoż. Miłość cierpliwa jest i łaskawa.

Wewnętrzne miauczenie nie pozwala mi spać. Chciałaby dusza do raju... <3

Przeżyłem dziś kryzys (znów), istną katastrofę artystyczną. Załamałem się własnym zachwytem nad "Kicz-muzyką" (sic!). Właśnie dowiedziałem się o sobie zbyt wiele, to koniec.

Ale chwileczkę, jest jeszcze coś, co tytułuje się V Symfonią. Może właśnie to przyklei moją głowę do poduszki? Et in unum Spiritum Arte.

(Ciekawe, gdzie spotka się moja filozofia z moim obłędem?...)

... I nagłe uderzenie nadświadomości z końca 32/1. Żeby było ciekawiej. Żeby mnie jeszcze bardziej wykończyć. Nie lękajcie się - a patrzcie na to, co po sobie zostawiam...

***

Om mani padme hum.
 

 
Jestem. Zdejmuję z drzwi karteczkę z napisem "zaraz wracam" i obracam ją na drugą stronę, gdzie napisane jest "zaraz odchodzę..."

To chyba idealny moment, aby pozwolić sobie na chwilę refleksji - wciąż trzymając się postulowanej przeze mnie formy nokturnu - zważywszy na położenie, w jakim się obecnie znajduję. Oto bowiem wreszcie uważam za zgrubsza spełniony swój jakże zaszczytny obowiązek bycia przygotowanym. Wiadomo, nie obędzie się bez uciążliwych poprawek, ale... czyż jest inna droga do perfekcji?

Muzyka estradowa tańczy w jaskrawych wspomnieniach uroczego gitarzysty... który się bynajmniej nie nudzi. Jednak powinienem skupić się na sobie. Czy to jest właściwa droga do kariery?

Elity Drewnianej Szkoły błyszczą błahym cynizmem, a ja właśnie rzuciłem się na nich z motyką. Cenzorze, bądź łaskawy. Felietonie, bądź pozdrowiony.

A w mojej głowie co? Kotek. Nieduży, czarny, przyjemny w dotyku i niebywale uroczy. Chcę go.

Skazany na ciężkie norwidy, czuję, że wyrok mój ostateczny przemawia przeze mnie z niespotykaną dotąd siłą. I te dwa dwuczłonowe nazwiska... I moje, obok nich... Nie, nie umiem roztaczać iluzji błogich i radosnych.

A więc może muzyka? Estradowa. - A może zdarzają się kulturalni kamikadze, co wychodzą przed szereg, a swoim losem wypełniają los jeden, wspólny, wiekuisty?

Nazywam się Milijard, bo za miljardy
Kocham i cierpię poniżenie.

Czyli nic się nie zmienia. Pozornie.

(Cyrano de Bergerac?)

** (Proszę zamknąć oczy, położyć się wygodnie i oddychać głęboko.) **

Om, bhur bhuwar swaha,
Tat sawitur warenjam,
Bhargo dewasja dimahi,
Dhijo jo nah praczodajat.
 

 
Zdałem.

Poza tym radosnym faktem darzę szczerą ignorancją wszystko, co się tylko da. Z tak lekką głową czuję się bliski nirwany, a to oznacza ogromny krok na drodze ku samorealizacji.

Ponadto oduczam się żyć przeszłością, a myślę coraz kreatywniej o przyszłości. Wobec tego, moje najbliższe plany zakładałyby skalanie moich arystokratycznych rączek pracą oraz wdrożenie tak zwanej oszczędności w obszarze portfela na cały okres lipca. Sierpień zaś przedstawiałby się ściśle konsumpcjonistycznie - byłby to czas beztroskiego wydawania świeżo nabytych oszczędności, czyli głównie przepijania tychże. Coś ciekawego w czasie wakacji dziać się musi, a taki pomysł nie wygląda najgorzej.

Mam nowego towarzysza do piwka i fajki, który ma nowego towarzysza do piwka i fajki w postaci mnie. W życiu bym się nie spodziewał, że będzie to akurat ten człowiek. Cóż, życie zaskakuje - i to jest zaprawdę dobre.

Podobają mi się czerwcowe anomalia pogodowe w Cauchaline'ie, do których należą między innymi gwałtowne opady gradu, wieczorna nawałnica z czarnym, a potem idealnie żółtym niebem, a także rzęsista ulewa przy pełnym słońcu zwieńczona majestatyczną tęczą (której zdjęcie, z niebem przerobionym na fiolet, figuruje obecnie jako tło za moją podobizną na fejsbuczku [same prowokacje na tym fejsbuczku]).

Lubię sypać ścieżki z białego proszku, szczególnie jeśli jest to biała Ozona. ;P

Miło, że za dwa dni nieobecności mam jedną opuszczoną godzinę, a trzeciego czeka mnie obecność (sic!), zważywszy chociażby na fakt, iż jest to dziś oraz iż nie śpię. Ponoć mamy wyjść na miasto z naszą ulubioną francą - ciekawe, jak to wyjdzie. Ech, jeszcze tylko gorący finał w piątek i po problemie. Na dwa miesiące.

I coś tam sobie tworzę. Nawet nie umiem tego nazwać. Jednak przy wyższym stanie świadomości zdarzają się pasaże: dux, comes, dux, comes... Mam uprawiać fugę? Chyba dysocjacyjną. ^^

W biurze serc znalezionych było trochę zamętu, ale wszystko rozpierzchło się po kątach. Cytując świadka, jestem "kotem dla kogoś, kto woli psy". Po raz kolejny utwierdzam się w przekonaniu, że tak samo, jak przyjaźń sama w sobie jest dobra, tak fraza "zostańmy przyjaciółmi" po falstarcie jest najgorszym, co można przyjąć do uszu. Niemniej pierwszy raz udało mi się wystosować dość sensowną kontrę na tego typu tekst: "Cóż - będziesz moim przyjacielem, który cholernie mi się podoba".

Łubu-dubu, niech żyje nam i wszystkiego najlepszego dla przedwczorajszej jubilatki, Elli. ;*

I na koniec napiszę jeszcze o tym, bo się tym jaram niewyobrażalnie - zacząłem wreszcie swoją długo wyczekiwaną przygodę z Pieśnią o ziemi. Ponad godzinę zajęło mi wysłuchanie całości od początku do końca, drugie tyle zwilżałem poduszkę z jej powodu. Jest to dzieło trudne, bolesne w odbiorze, wręcz bezlitosne, ale prawdziwe - i dlatego piękne. Jest to prawda o Ziemi, której wolelibyśmy nie znać, bez której nasze życie byłoby lżejsze. Ja jednak dałem radę zagłębić się w te najciemniejsze obszary ludzkiej podświadomości i wyciągnąć z nich esencję. Pieśń zaczyna się lamentem, skargą, wręcz krzykliwą pretensją skierowaną do życia, potem zastanawia się nad samotnością, wraca do czasów młodości, opisuje wizję piękna, unosi się beztroskim pijaństwem, by w końcu przez tyle czasu, ile już minęło, żegnać ukochany świat z błogim uśmiechem na twarzy i dziękować mu za wspaniale przeżyte życie. Owo Pożegnanie to muzyka, jakiej nigdy przedtem nie słyszałem - głos nieodwracalnie chowający się za horyzont niczym zachodzące słońce - i przy tym równie piękny jak ono. To jedna z tych melodii, których nigdy się nie zapomina - gdy jej nić zacznie się nawijać na szpulę naszych dusz, będzie wiła się tak do końca świata bez zatrzymania. Co zresztą podkreślają ostatnie słowa, powtarzane z pasją jak zaklęcie, jak mantra - "wiecznie, wiecznie..."

Wieczność nikogo nie ominie w kolejce, tymczasem ja muszę kończyć, aby zacząć dzień. Co prawda życie rytualno-codzienne znajduje się na co najwyżej drugim planie w hierarchii ważności wszechrzeczy, jednak w tej chwili muszę pomyśleć o nim najpierw, aby potem o nim nie zapomnieć. ;>

***

Wiecznie, wiecznie...
 

 
Jestem znów nie u siebie, jak zawsze. Z głową poddaną zielonemu, dymnemu katharsis w dniu wczorajszym, mogę przystąpić do odrabiania rzeczy zaległych, w tym pingerka.

Przeraża mnie, o ilu sprawach nie piszę w tym miejscu, specjalnie do tego przeznaczonym. Z drugiej strony, może jednak lepiej byłoby zabrać trochę tajemnic do grobu, tak jak lepiej byłoby, mimo wszystko, bez opusów 66-74 pana Fortissimo.

Wspominam słodką Francję, z której wróciłem dawniej jak dwa tygodnie temu, do wehikułu wsiadając prosto z mojej osiemnastodzielnicowej ojczyzny. Wykosztowałem się tam okrutnie, aby zatracać się powolutku, aby opijać się le winiaczem i zaciągać les papierosami. Wspominam sen na stojąco na skraju szosy, czterokrotne przełażenie przez drut kolczasty i rozdarcie czarnych rurek, a także Lutecję ze swymi nocami pełnymi alkoholu. Wreszcie wspominam pamiętną noc z Pięknym. Całokształt wniósł do mojej Czarnej Dziury Mózgu ślad paru pięknych wspomnień. A kto ma wiedzieć o tym więcej, ten już wie.

Potem była sobota, również pełna zdarzeń. Przepraszam. To było zabawne. <3

Od tego czasu po staremu - kac, dym i wciąż te same twarze. Ale nie jest źle - nie ma to jak czasem znaleźć 250 sztuk siana na parkowej ławeczce nieopodal Drewnianej Szkoły. Albo napić się dobrego brzoskwiniacza w dobrym towarzystwie.

Połowa ceny za tysięczną część kilograma najszlachetniejszego z ziół to niewątpliwie udany interes. Wykorzystanie jednej czwartej tegoż zasobu na spółkę z dwiema osobami i późniejsze bycie jedyną ofiarą zbełtania mózgu - tudzież ściągnięcie za to na siebie ledwie powstrzymywanego gniewu czterech osób - to wszystko musi minąć do końca.

Ale, jakby nie patrzeć, trzy czwarte tegoż zasobu jeszcze przede mną. ^.^

Tymczasem zostałem zmuszony do szkolenia się - nauką bym tego nie nazwał. Wbijam sobie tę matematykę do głowy niemalże młotkiem - i ewidentnie nie ma na nią tam miejsca. A przecież jeszcze mam fizykę, chemię, ponadto kilka prac do napisania. I wyspać się muszę. I tworzyć. Kiedy ja znajdę czas na to wszystko?

Muszę znaleźć.

Jednak na rozpraszanie się przyziemnością nie pozwala mi Dziewiąta, półtora godziny muzyki spoza Ziemi. Mieści się w niej tak bardzo wszystko, że w mojej świadomości pojawiają się wspomnienia, których tam dotąd nie było. Jeżeli sztuka rozszerzająca świadomość istnieje, to właśnie mam z nią do czynienia.

Rzadko kiedy czuję się tak dziwnie jak dziś - czegoś żałuję, na coś czekam, coś mnie gryzie, wszystko w towarzystwie Zofii i jej ulubionego kanału telewizyjnego, prezentującego głównie pstrokate seriale dla niewyżytych nastolatek.

Kończę - muszę mieć czas na pośpiech. ;3

***

(Wstępna, niezdiagnozowana postać psychozy - w telewizji wciąż pojawiają się jakieś aluzje do mojej osoby. Jakże człowiek jest wszechmocny w swej niemocy.)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Francja. Wyjeżdżam. Le bateau ivre pendant onze jours. Adieu. <3
 

 
Oprócz Fidelia aforysty ("Każdy jest sobą, tylko Sowa jest Sową" - wczoraj), egzystuje także z niegorszym skutkiem Fidelio poeta.

W dniu wczorajszym, pod wpływem impulsu, jedząc właśnie dziewiętnastą łyżkę zupy gulaszowej, wyprowadziłem dowód na nieistnienie wyższych uczuć wśród matematyków, co od zawsze było faktem oczywistym, niewymagającym dowodów na swoje poparcie.

***

Funkcja miłości

Jestem zlękniony na środku wykresu
delta dzieli rozwiązań rozdroże
sinusoida niepewności tchnienia
na osi odciętych szuka schronienia

Kocham Cię jak niewiadomą
osamotnioną w pustym zbiorze
po paraboli serce się toczy
nieskończoności zamyka oczy

Pragnę Cię jak rozwiązania
brakującego w życia wzorze
w moich zmaganiach z iksem miłości
dochodzę wciąż do tożsamości

Nie było Cię w ogólnej postaci
lecz kanoniczne nierówności morze
a po przecinku ciągnął się urojony
łańcuch zer bezkresnych wciąż nieobliczonych
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Może zacznę od ontologii.

Rzadko piszę - czyżbym w ten sposób ustalał wartość swojej pisaniny?

I teraz wrócę do mojej osoby.

Absolutna deka, kurwa, dencja.

I nie wyszło mi z Casanovą. Ale nie martwi mnie to zbytnio. To nie był odpowiedni stan świadomości ani - jak się okazało - odpowiedni człowiek.

Stylówa odwalona, a żeby było artystyczniej, walnąłem sobie Van Gogha; to znaczy nie ja, a dokładnie żona (czy też mąż?), a po raz drugi siostra; i nie w pełnym tego określenia znaczeniu, oczywiście. Niemniej, uszka okaleczone. Są sexy. <3

Ach, jak mnie martwi ta udawana tęsknota. Komu nie jest dobrze w RFN-ie? I jeszcze rozmowy, gadanie, plotki, istny stek bzdur. Jednak ów psycholog kiepski jest, toteż możesz sobie zamierzać co zechcesz.

Rzadko udaje się dzień tak spontaniczny, a jednak zdaje się czymś zaowocować. W miarę upływu czasu aura ocieplała się, zarówno ta zewnętrzna jak i wewnętrzna. Zaś seria niespotykanie wyrafinowanych dotyków przeniosła mnie na dwie chwile w rajską dziedzinę ułudy... Aż rzec się chce: "Miłości, dodaj mi skrzydeł!", póki co jednak pragnę stwierdzić rezolutnie: "Wiwat alkohol, cygaretki i piękni chłopcy!" (Je n'aime pas les femmes. L'amour est à réinventer. Par nous, mon cher. <3)

Na razie liczę na młodość i bawię się dobrze z przerwami na wylewanie przez oczy swoich problemów wiecznie spokojnej poduszce.

Spotkałem znawcę, skuteczność mojego LD została podważona. Ale są w zanadrzu lepsze pomysły.

Czeka Francja! Za tydzień! Ojej! Paryż! Mój Francuz! Absynt! Zabawy towarzyskie! La bohème parisienne! Twórczość! Aaa! Kończę, bo zaraz dostanę orgazmu. <3

Że egzamin? Że szkoła artystyczna? Czy wy, do licha ciężkiego, nie widzicie absurdu, w jakim przyszło wam żyć, a szczególnie pracować? Nie doprowadzę do końca tej paskudnej formalności, ale nie myślcie, że zdradzę Jedyną, która tyle razy uratowała mi życie! Oddam się jej w pełni, a szczyt moich możliwości jeszcze nastąpi!

A w Drewnianej Szkole proszę się uspokoić! Majówka przecie była! Was trzynastu aż jutro nie będzie! On s'a bien amusé, vrai? Nie tylko uczniowie należycie wykorzystują wolne dni.

U mnie tymczasem bożek Pan się budzi, wkracza lato (wiem, trochę nie w porę, ale to nie pierwszy raz). Sześcioczęściowy kosmos i mój mózg powoli rozjebujący się w ciągu stu minut. Teraz wiem wszystko - i wciąż coraz wszyściej - o ciepłej porze roku w klimacie umiarkowanym, polnych kwiatach, leśnych zwierzętach, człowieku, raju i miłości. Jeżeli właśnie stoję na progu zrozumienia, to jestem niewyobrażalnie wdzięczny wszelkim siłom twórczym i odtwórczym tego świata.

I tu zakończę, bo wyczułem jałowy posmak watosłowia.

Czy ktoś to czyta? ;P
  • awatar Suspendisse Inferos: Ja czytam, mówiłam przecież. <3
  • awatar jelonek paranoidalny: Cóż tu do niezrozumienia?
  • awatar jelonek paranoidalny: Ja czytam, bracie mój, w dodatku niezmiernie lubuję się w czytaniu owego tworzywa myśli twych i palców. + Odezwij się wreszcie do mnie, bowiem wydaje mi się, że przeoczyłeś wyznanie czy dwa, no i mam przedziwne ciasto.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
W pierwszej kolejności pragnąłbym zwrócić się do osoby, która przeczyta to jako pierwsza, albo już przeczytała, jeszcze zanim kliknąłem "wyślij".

Rozgryzłem Cię. Wiem już, kto w moim otoczeniu ma kanciaste plecy, świąd dłoni i zbyt długi język. Na was obu przyjdzie czas, jak nie dziś, to w ostatecznym rozrachunku. Wszelkie dobra materialne, wraz z całą szafą Conversów w różnych kolorach, wrócą do mnie. Zmienię sprzęt, poskąpię słów i zacznę częściej odwracać się za siebie. Ułożę sobie życie tak, jak nagle przychodzi do głowy rozwiązanie kostki Rubika.

"Zalążkiem przyszłej dojrzałości jest dzisiejsza młodzież, dlatego nie ograniczajmy jej, bo inaczej świat nie dojrzeje" - Fidelio aforysta. To też było do Ciebie, Emerico. Nie decyduj za mnie, a najlepiej w ogóle nie decyduj, gdyż jesteś nie tyle aspołeczny, ile charakteropatyczny. Jeśli nie zaprzestaniesz, to zastosuję ukrytą broń w postaci podręcznego LD w 50 częściach bez mrugnięcia okiem. I któryś z nas wyląduje niedaleko hospicjum.

Z Tobą zaś policzę się szybko, cyniczny sukinsynu, krecie, wtyku, szpiegu. Myślisz, że poddam się Twojej obleśnej demagogii i rozczuli mnie perfidne zakłamanie? Twoje jakże użyteczne znajomości mam w małym palcu lewej nogi. Uważaj, bo kiedyś się cholernie zdziwisz.

***

W drugiej kolejności "pogadam trochę" (^^) o życiu pozostałym.

Mam poważną, hamletowską wątpliwość. Trudno oszukać kogoś o takiej intuicji jak ja, nawet jeśli cały świat sprzysięga się przeciw mnie, a wszystkie znaki na niebie i ziemi podpowiadają słuszność jednego rozwiązania. Czy to ja jestem tym obywatelem z "Roku 1984", w którym nagle obudził się rozum? "... A tam umierać, lepiej zjadłbyś talerz ciepłej pomidorówki...". Czuję się udręczony, a LD czeka.

Mam Was dość, dziewczyny. Wracam do chłopców.

A szczególnie do Ciebie. Chcę Cię, człowieku, chociaż Cię nie rozumiem. A może rozumiem, ale podświadomie? Za każdym razem, kiedy Cię widzę, zjadam Cię wzrokiem, a za którymś razem nie będę w stanie się powstrzymać i zjem Cię rzeczywiście. Cieszenie oczu już mi nie wystarczy, dlatego sprawdzę wszystkie Twoje właściwości i poznam życia smaczek. Niech będę Twój, o boski Casanovo, w odpowiednim czasie i miejscu, czyli zawsze i wszędzie.

Czekam, z utęsknieniem. Na środę. Melanż i kissochińczyk. I Casanova. <3

I po plotkarze, której się nieco nudziło. Nie zamierzam dochodzić swoich praw, bo nie zostały one naruszone. Wytłumacz się jednak, niewyżyta dziwko, z rujnowania życia zrozpaczonej dziewczynie z Marsa, której stosunki z rodziną zepsują się jutro na zawsze... I z łamania praw wielu nie do końca winnych ludzi, niezależnie od prawdziwości popularnych plotek. Zginiesz, zginiecie, z hukiem.

Z hukiem zakończy się też pewien rozdział mojego życia, niestety. Nie podoba mi się tam wiele rzeczy i ma święte prawo nie podobać się. Edukacja swoją drogą, wszystko swoją drogą.

Nie wyjdzie mi ponoć też główny mój obowiązek. Nie wyjdzie, albowiem poczuwam się do innych, o niebo ważniejszych rzeczy.

Z drugiej strony, fatalnie zabrzmiałoby, gdybym stwierdził, że nie mogę już być jasnowidzem, bo nikt mnie nie słucha. Dlatego też lepiej w ogóle nie być.

A co z moją rzeczywistą misją? Czy już zawsze będę odczuwał ową paskudną impotencję twórczą? Co mi po trzech ładnych, kompletnie bezużytecznych melodiach?

- No to ćwicz technikę, siedź 10 godzin dziennie przy klawiaturze i klep Czernego, Bacha, Clementiego, to może za 2 lata coś z ciebie będzie!..

... nie.

Czy ja kiedyś odbiję się od dna i paradoksalnie stanę się abstynentem, pracoholikiem i algofilem? Przyszłość? Przyszłość, kurwa! Przyszłość?
 

 
Dlaczego. Dlaczego znowu. Dlaczego znowu nie mam siły nawet na głupi znak zapytania.

Nie było mnie trochę czasu i wciąż mnie nie ma, aczkolwiek jutro rano zapowiadam huczny powrót. Tak, żyję, ale byle jak.

Całkowite zaćmienie. Ta niemalże dwugodzinna praca pani Reżyser(ki ^^) uchyliła rąbek tajemnicy Jasnowidza, jak również utwierdziła mnie w moim dotychczasowym wyobrażeniu sytuacji, tudzież podłechtała mój skromny gust kinematograficzny. Zabrakło mi jednak trochę ambicji dźwiękowej, pomimo zaangażowania pana Jana A. P. K (przydałby się np. Fauré). Polecam? Polecam.

Pragnienie miłości zaś - kicz i przekłamanie. Oto bowiem elegancki, przystojny dwudziestoletni mistrz klawiatury przybywa do Paryża i wykonuje publicznie As-durowego (skądinąd jego op. 53), którego ma skomponować piętnaście lat później zgorzkniały, schorowany mizantrop, kaszlący, rzygający, bijący fortepian jak starą szkapę, rozkapryszony do granic możliwości, wnoszony i znoszony po schodach do domu mazowiecko-paryski artysta. Tak, tak właśnie prezentował się wasz podręcznikowy Szopen w wieku lat 37.

Zaprawdę, powiadam wam: piękną jest groteska. I coś z tego wynika.

Sztuczna robota jako kopista - aby uszlachetnić się. Nie wiadomo, może wkrótce zabraknąć czasu.

No i szykuje się mała przesłodka tajemnica w Ges-dur. Nie, nie moja. Na moje trzeba mieć fundament w CV.

Brak zajęcia powoduje depresję. Muszę się zgodzić. Dlatego z nudy zacząłem zajmować się tą uroczą kantyleną z południa, którą znam z wieczorów zimowych dziesięciopiwnych z gitarą w ręku (ostatni taki ponad dwa lata temu). Kiedyś dziwiłem się, jak to możliwe, że w tym szczególnym stanie pamięć o chwytach nie umiera, ale gdy sam doznałem wzmożonej biegłości we francuszczyźnie après deux verres de la Fée Verte, dotarły do mnie tajniki tej dziwnej zasady.

Śmierć w prima aprilis? Zrobię wam kawał i sobie umrę? Nie, nie wydaje mi się. Poza tym, w chuj się uśmiałem. Do łez. Ja wartości egzystencjalne traktuję na serio, plaże.

Może uporam się z Mechaniczną Pomarańczą? W porządku, ale pod warunkiem, że zaraz po nim przypomnę sobie wariatki z Belleville. Huhu, szykuje się maraton filmowy.

Na Stwórcę (^^), jutro pierwszy raz od kilku dni zobaczę człowieka młodszego niż osiemdziesiąt trzy lata!

Pozdrawiam wszystkich, którzy to przeczytają. Mam dzisiaj gest!
  • awatar ♥Alicia♥ :): Byle jakie życie nie jest wiele warte. Zmień je, zrób coś, ale żyj i to dobrze ;) Szczerze przyznam, że choć czytałam wszystko, co piszesz, nie wszystko rozumiem :) To przez to po prostu, że ja nie znam tego, o czym Ty piszesz :) Hm, jesteś starszy, prawda? ;) Co Cię łączy z teatrem? :) Napisz kiedyś ;)
  • awatar jelonek paranoidalny: Ale że ze względu na co mam się nie dziwić? Toż w tamtej notce nie było niczego skierowanego ku Tobie, o Tobie czy cokolwiek. Cóż, to nie jest godzina na myślenie.
  • awatar ♥Alicia♥ :): Przeczytałam!^^ Ciekawie opisane ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Już chyba lepiej. Napisałem to, więc za chwilę będzie gorzej. Na tym właśnie polega fatum, moje fatum.

Pewne jest zaś to, że myślę o tym wszystkim z większym dystansem. Dziś rano pierwszy raz roześmiałem się z własnej żałosnej niemożności owej nocy. Z tej plastycznej uległości i z całej sytuacji. Jakże musiał się zanosić śmiechem blady księżyc...

Wszystkim nam potrzeba dystansu. Każda rzecz sama się określa w miarę pewności swojego istnienia. Czy sami więc jesteśmy na tyle pewni sami siebie, aby móc się określać? Czy mamy do siebie dystans? Trudno jest mieć do siebie dystans, znajdując się wewnątrz własnej osoby. Kto więc nas obserwuje? Tako rzekł Zaratustra.

A zwariować bardzo łatwo, wystarczy przejmować się wszystkimi dookoła. Stopniowo tracę mądrość. Dlaczego?

Pół butelki syropu na kaszel w ramach śniadania to pomysł prowadzący prosto do porzygu. Spróbuję jeszcze raz.

I dlaczego nonsens wychodzi mi spod palców? Skąd brały się te genialne triolowe pochody w latach 20. XIX wieku? Technika, powiadacie? Nie, dziękuję, nie mam 10 lat na klepanie Czernego. Chcę tworzyć JUŻ.

Konserwatorium. Konserwatorium. I jeszcze raz klasyczne wykształcenie muzyczne. I rok 1912 ukończony z wyróżnieniem. I Germaine Tailleferre, Francis Poulenc, Jean Cocteau... Nie, znów umieram.

Sposób na twórczość? Proszę, bardzo proszę. Proszę pisać w komentarzach.
  • awatar ♥Alicia♥ :): Naprawdę? Szkoda tylko, że mało piszesz :) Mm, no to witam znowu^^ A Twoja pisanina nie jest brednią :) Hej, jakoś to przeczytałam, nie może być takie złe, prawda? ;> Ładnie piszesz :) Bynajmniej mnie to zainteresowało ;)
  • awatar Gabriel Fontaine: Dziękuję Ci, że czytasz te moje brednie i je komentujesz, jest mi to potrzebne. ;>
  • awatar ♥Alicia♥ :): Masz rację, dystans to ważna sprawa. Sama dużo o tym ostatnio myślę.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Skończyło się, a więc zaczęło się. Kogo jednak interesuje, gdzie jest początek? Kto sumiennie wciela w życie ideę ad fontes? Chyba tylko ja, tylko my.

Tymczasem wiatr przerzucił stronę w księdze zdarzeń, zawsze otwartej w połowie. Oto bowiem biorąc sobie do serca złote słowa jasnowidza, rzuciłem się na zbyt głęboką wodę. Dzisiejszy dzień to reanimacja duchowa. Katharsis potrzebne od zaraz. Myślę, że FF ze swymi nokturnami po raz kolejny okaże się niezawodny. Kiedy bowiem całe moje otoczenie jest na mnie rozgniewane, nokturn H-dur op. 9 nr 3 wybacza mi jako jedyny. Sen i czekolada.

Tą jedną nocą odrobiłem monstrualną gorycz wieczorów przesiedzianych we własnej norze przez ostatni rok. Ba, nawet ze sporą nawiązką. Zielona Wróżka nie pozwoliła mi jednak przejmować się upływem czasu. A potem owo zdziwienie, dlaczego to się tak skończyło. No właśnie! Skończyło. "Miniesz, a więc to jest piękne", powiedziała noblistka. Czy mam jeszcze siłę zawierzać się stoickim wartościom?

Ważne, że Ella jest spokojna i nie gniewa się. Przepyszny koktajl bananowy to kolejny argument za pomysłem uspokojenia się.

Wracam do siebie. <3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›